Dramatyczna akcja TOPR pod Rysami. Jedna osoba zginęła, druga walczy o życie
W rejonie Rysów doszło do tragicznego wypadku. Jeden z turystów zginął po upadku z dużej wysokości, a ciężko ranna kobieta została przetransportowana do szpitala. Akcję ratunkową utrudniały bardzo złe warunki pogodowe.
Do tragicznego wypadku doszło w czwartek, 4 czerwca, w rejonie Rysów. Ratownicy TOPR zostali wezwani do dwóch osób, które najprawdopodobniej spadły z dużej wysokości. Na miejscu stwierdzono śmierć 50-letniego mężczyzny. Ciężko ranna 50-letnia kobieta została przetransportowana do szpitala w Zakopanem.
Zgłoszenie wpłynęło do TOPR o godzinie 14:15 od turysty, który podczas wędrówki natrafił na ciało mężczyzny. Około 80 metrów dalej znajdowała się kobieta skarżąca się na silny ból kręgosłupa. Ze względu na bardzo trudne warunki pogodowe ratownicy nie mogli wykorzystać śmigłowca i musieli dotrzeć na miejsce pieszo.
Poszkodowanej udzielono pomocy medycznej, a następnie ewakuowano ją do Szpitala Powiatowego w Zakopanem. Kobieta doznała poważnych obrażeń, w tym pęknięcia kręgosłupa oraz odmy płucnej. Jej stan określany jest jako ciężki.
Sprawę bada obecnie Prokuratura Rejonowa w Zakopanem. Ze wstępnych ustaleń śledczych wynika, że ofiary znały się od czasów studiów i wspólnie zaplanowały wyjazd w Tatry. Wyprawa miała być formą uczczenia 50. urodzin kobiety.
Prokuratura ustaliła również, że w dniu zdarzenia na szlaku panowały bardzo trudne warunki. Zmarły miał w plecaku raki, jednak nie korzystał z nich w chwili wypadku. Śledczy nie przesądzają jeszcze o przyczynach tragedii. W celu ich ustalenia zaplanowano sekcję zwłok 50-latka w Zakładzie Medycyny Sądowej w Krakowie.
AKTUALIZACJA
W początkowych informacjach Prokuratura Okręgowa informowała, że zmarły miał w plecaku raki, jednak nie korzystał z nich w chwili wypadku.
Teraz śledczy skorygowali te ustalenia. Jak poinformowała rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu, prokurator Justyna Rataj-Mykietyn, po przesłuchaniu świadków i analizie zgromadzonego materiału dowodowego ustalono, że 50-latek w chwili zdarzenia miał założone zarówno raki, jak i kask.
Prokuratura wyjaśniła, że nieścisłość wynikała z przebiegu akcji ratunkowej. Po dotarciu na miejsce ratownicy TOPR zdjęli poszkodowanemu raki podczas udzielania pomocy, a następnie umieścili je w jego plecaku. To doprowadziło do błędnej informacji zawartej w pierwotnym komunikacie.
Pozostałe ustalenia śledczych pozostają bez zmian.
Komentarze