Pożar w lasach pod Czarnym Dunajcem. Gdyby ogień dotarł do torfu, byłoby dramatycznie
W Baligówce wybuchł groźny pożar lasu. Strażacy działali w bardzo trudnym terenie i przez wiele godzin walczyli, by ogień nie objął torfowisk. Dzięki szybkie reakcji udało się uniknąć katastrofy.
To mogło skończyć się prawdziwą katastrofą. W lasach Baligówki w gminie Czarny Dunajec wybuchł pożar, który w każdej chwili mógł wymknąć się spod kontroli i objąć torfowiska. A wtedy ogień tliłby się przez długie dni, niszcząc bezcenny teren i stwarzając ogromne zagrożenie dla okolicznych mieszkańców.

Strażacy ruszyli do akcji w wyjątkowo trudnych warunkach. Źródło ognia znajdowało się daleko od dróg, w miejscu praktycznie niedostępnym dla ciężkich wozów bojowych. Samo odnalezienie pożaru zajęło ratownikom ponad trzy godziny. Do tego trzeba było rozciągnąć prawie kilometr węży strażackich, a w pobliżu nie było nawet skąd pobrać wody.
W tej sytuacji liczyło się dosłownie wszystko. Sprzęt, przygotowanie i ludzie. Jak podkreśla burmistrz Marcin Ratułowski, ogromną rolę odegrały zakupione w ostatnim czasie UTV i pikapy, dzięki którym strażacy mogli dostać się tam, gdzie większe samochody były całkowicie bezradne. To właśnie takie inwestycje, często kwestionowane przez mieszkańców, w kryzysowym momencie okazują się bezcenne.

Najważniejsi byli jednak sami strażacy. Ich doświadczenie i opanowanie sprawiły, że pożar udało się zatrzymać, zanim doszło do najgorszego scenariusza. Tym razem się udało. Ale susza na Podhalu jest coraz większa i wystarczy chwila nieuwagi, by podobna sytuacja skończyła się tragedią.
Władze apelują do mieszkańców i turystów o ostrożność w lasach. Niedopałek papierosa, źle ugaszone ognisko czy iskra z grilla mogą dziś wystarczyć, by wywołać kolejny pożar.
Komentarze