Tatry znów pokazały swoje niebezpieczne oblicze. Kilkadziesiąt interwencji TOPR w kilka dni
Ciężkie upadki, dramatyczne akcje ratunkowe i śmigłowiec, który niemal codziennie startował do kolejnych poszkodowanych. Miniony tydzień w Tatrach pokazał, że góry nie wybaczają błędów, a ratownicy TOPR nie mieli chwili odpoczynku.
Tydzień pełen dramatów. TOPR interweniował niemal każdego dnia
Ratownicy TOPR mają za sobą wyjątkowo pracowity tydzień. W ciągu kilku dni przeprowadzili kilkadziesiąt interwencji. Pomagali osobom ciężko rannym po upadkach z wysokości, wyczerpanym turystom, poszkodowanym wspinaczom, a także osobom, których życie było zagrożone po nagłych problemach zdrowotnych.
Najtrudniejsze akcje wymagały użycia śmigłowca i specjalistycznego sprzętu. W kilku przypadkach liczyła się każda minuta.
Zboczył ze szlaku. Upadek zakończył się walką o życie
Do najpoważniejszego wypadku doszło w piątek na Mięguszowieckiej Przełęczy pod Chłopkiem. Turysta opuścił znakowany szlak i próbował zdobyć Mięguszowiecki Szczyt Czarny północną ścianą. Podczas wspinaczki spadł z około dziesięciu metrów, zatrzymując się na skalnej półce.
Mężczyzna doznał złamania żeber z odmą płucną, złamania kręgosłupa oraz wielu innych obrażeń. Ratownicy zabezpieczyli go na miejscu i śmigłowcem przetransportowali w ciężkim stanie do szpitala w Zakopanem.
Jeszcze tego samego dnia TOPR pomagał kobiecie z bólem w klatce piersiowej nad Morskim Okiem, dziewięcioletniemu chłopcu z urazem głowy po upadku oraz dwójce wyczerpanych turystów z Hali Kondratowej.
Użądlenie mogło skończyć się tragedią
Niebezpiecznie było również w sobotę. W schronisku w Dolinie Pięciu Stawów Polskich pomocy potrzebował turysta uczulony na jad owadów. Po użądleniu osy doszło u niego do groźnej reakcji anafilaktycznej.
Na szczęście mężczyzna miał przy sobie adrenalinę, którą podano jeszcze przed przylotem śmigłowca. Jego stan się poprawił, ale ratownicy zdecydowali o przewiezieniu go do szpitala. Tego samego dnia z Doliny Jaworzynki ewakuowano trzy turystki, w tym jedną z urazem kostki i dwie skrajnie wyczerpane.
Samotna wspinaczka zakończyła się dramatycznym lotem
Jedną z najbardziej skomplikowanych akcji ratownicy przeprowadzili w poniedziałek na Zadnim Mnichu. Wspinający się samotnie taternik spadł z około piętnastu metrów, najprawdopodobniej po wyrwaniu się ruchomego bloku skalnego.
Mężczyzna stracił przytomność. Po odzyskaniu świadomości usłyszał nadlatujący śmigłowiec. Ratownicy opuścili go w noszach do podstawy ściany, a następnie przy użyciu dźwigu podjęli na pokład maszyny. Do szpitala trafił z urazem głowy, złamaniem nogi w okolicy stawu skokowego i licznymi potłuczeniami.
Podczas tej samej wyprawy wpłynęło kolejne zgłoszenie. W Żlebie Kulczyńskiego pomocy potrzebował turysta po upadku z wysokości, który doznał zwichnięcia barku, urazu głowy i licznych potłuczeń.
Śmigłowiec ratował także poza Tatrami
Ratownicy TOPR wspierali również działania pogotowia ratunkowego poza górami. W niedzielę śmigłowiec transportował kobietę ze zwichniętym stawem biodrowym z Grapy Litwinki w Czarnej Górze.
W poniedziałek załoga została wezwana do wypadku drogowego w Białce Tatrzańskiej. Do szpitala w Nowym Targu przetransportowano dziecko z urazem czaszkowo-mózgowym.
Nocne akcje i kolejne urazy
Na tym jednak nie koniec. We wtorek ratownicy pomagali turyście z problemami z poruszaniem się na Hali Gąsienicowej oraz ewakuowali wolontariuszkę Tatrzańskiego Parku Narodowego z urazem nogi.
Jeszcze tej samej nocy sprowadzili z rejonu Koziej Przełęczy dwójkę turystów, którzy utknęli w trudnym terenie po zmroku. Akcja zakończyła się dopiero około godziny trzeciej nad ranem.
W środę śmigłowiec TOPR ponownie ruszył do dwóch poszkodowanych. Jeden z turystów doznał urazu ręki po upadku w rejonie Czarnego Stawu pod Rysami i dodatkowo miał problemy z błędnikiem. Drugi zranił nogę w rejonie Gęsiej Szyi.
Ratownicy apelują. To może uratować komuś życie
Po kolejnych intensywnych dniach TOPR zwraca się do turystów z ważnym apelem. Podczas akcji z udziałem śmigłowca nie wolno zbliżać się do maszyny ani pozostawiać niezabezpieczonych przedmiotów. Nawet niewielki kamień czy luźna karimata poderwane przez wirnik mogą stanowić śmiertelne zagrożenie dla ratowników i osób znajdujących się w pobliżu.
Komentarze