Czarny czwartek w Tatrach. 14 osób potrzebowało pomocy TOPR, kilka było w ciężkim stanie
Czternaście osób poszkodowanych, kilka ciężkich wypadków i śmigłowiec kursujący między Tatrami a szpitalami. Czwartek 16 lipca był dla ratowników TOPR wyjątkowo intensywny. Do najpoważniejszych zdarzeń doszło pod Zawratem, w Dolince Pustej i w rejonie Morskiego Oka, gdzie turyści doznali obrażeń zagrażających życiu.
Czternaście osób potrzebowało jednego dnia pomocy ratowników TOPR. Czwartek 16 lipca okazał się wyjątkowo trudny, a kilka wypadków miało bardzo poważne konsekwencje. Śmigłowiec latał między górami a szpitalami, a ratownicy interweniowali między innymi pod Zawratem, w Dolince Pustej i w rejonie Morskiego Oka.
Pierwsze poważne zgłoszenie wpłynęło już o godzinie 9. Turysta spadł z rejonu Koziej Przełęczy do Dolinki Pustej. Ratownicy dotarli w rejon wypadku śmigłowcem, a następnie desantowali się powyżej Koziej Przełęczy. Poszkodowany miał liczne obrażenia. Po udzieleniu mu pomocy został wciągnięty w noszach na pokład maszyny i przewieziony do szpitala.
Niewiele ponad dwie godziny później, o 11.31, do centrali TOPR dotarło kolejne dramatyczne zgłoszenie. Ze szlaku na Zawrat spadły dwie osoby. Według przekazanych ratownikom informacji oboje spadli z łańcuchów kilkadziesiąt metrów.
Na miejsce ruszyła duża akcja ratunkowa. Śmigłowiec w dwóch lotach przetransportował sześciu ratowników wraz ze sprzętem technicznym i medycznym.
Na miejscu zastali kobietę leżącą w żlebie z licznymi obrażeniami. Powyżej, na wąskiej półce w stromym, skalnym terenie znajdował się drugi poszkodowany. Mężczyznę przytrzymywało dwóch turystów, którzy według TOPR prawdopodobnie zapobiegli jego dalszemu upadkowi.
Ranna kobieta została przetransportowana śmigłowcem w ciężkim stanie do szpitala w Nowym Targu. Ewakuacja mężczyzny była bardziej skomplikowana. Ratownicy najpierw zabezpieczyli go przed dalszym upadkiem, a następnie umieścili w noszach i przy pomocy technik linowych opuścili w miejsce, z którego mógł zostać podjęty przez śmigłowiec. Również jego stan był ciężki. Trafił do szpitala w Zakopanem.
W tym samym czasie trwała kolejna walka o zdrowie turystki. Podczas schodzenia z Kępy w kierunku Morskiego Oka kobieta upadła i doznała poważnego urazu głowy. Jej stan był na tyle poważny, że śmigłowcem została przetransportowana do szpitala w Nowym Targu w stanie zagrożenia życia.
To jednak nie koniec
Załoga śmigłowca, wracając ze szpitala w Nowym Targu, została skierowana bezpośrednio do Głazistego Żlebu. Tam urazu głowy doznała kolejna turystka. Kobieta została zabrana do zakopiańskiego SOR.
Ratownicy pomagali tego dnia również kontuzjowanym turystom w Dolinie Kościeliskiej, Dolinie Pięciu Stawów oraz w rejonie Morskiego Oka. Wieczorem śmigłowiec ponownie ruszył do akcji. Tym razem z Kotelnicy Białczańskiej przetransportowano do szpitala rowerzystę ze złamaniem uda.
Łącznie tylko w czwartek pomocy TOPR potrzebowało czternaście osób. Był to najbardziej pracowity dzień spośród ostatnich opisanych przez ratowników, ale także wcześniejsze dni przyniosły wiele interwencji. Ratownicy pomagali między innymi turystom na Nosalu, w Żlebie Kulczyńskiego, na Herbacianej Przełęczy, w Żlebie Żandarmerii, na Buczynowej Przełęczy, pod Rysami i w Kobylarzowym Żlebie.
14 lipca śmigłowiec ruszył również po turystkę i jej syna, którzy utknęli w eksponowanym terenie w rejonie Buli pod Rysami. Ratownicy desantowali się na półce skalnej w pobliżu oczekujących na pomoc, a następnie cała grupa została wciągnięta na pokład śmigłowca.
TOPR apeluje o rozsądek. Najbliższe dni mają przynieść zmienną pogodę, w tym słońce, deszcz i burze. Ratownicy przypominają, że nawet niewielki błąd popełniony w eksponowanym i skalnym terenie może mieć bardzo poważne konsekwencje.
Źródło: TOPR
Komentarze