Kradną je ze szlaków i wieszają w domach. TPN mówi wprost: „To wstyd”
Mają pomagać turystom, ale część z nich kończy oklejona, pomazana albo znika ze szlaku. TPN pokazuje problem z tabliczkami kierunkowymi i przypomina, że każdego roku trzeba wymieniać lub uzupełniać około 100 z nich.
Naklejki, podpisy, a czasem po prostu kradzież. Tatrzański Park Narodowy pokazuje, co dzieje się z tabliczkami kierunkowymi na szlakach i przypomina turystom, że nie są one ani miejscem na „twórczość”, ani darmową pamiątką z gór.
Tabliczki mają jedno, bardzo konkretne zadanie: wskazywać drogę. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś postanawia zostawić na nich swój ślad, zakleić ważne informacje albo zabrać je ze sobą.
Tabliczka ma być przede wszystkim czytelna i stać tam, gdzie jest potrzebna – podkreśla TPN.
Park nie ukrywa, że takich przypadków jest sporo. Każdego roku trzeba wymienić albo uzupełnić około 100 tabliczek. To oznacza kolejne koszty, które są pokrywane m.in. z pieniędzy z biletów wstępu do Parku.
Jeszcze mocniej TPN komentuje przypadki wynoszenia oznakowania ze szlaków. Jak zaznacza, skradziona tabliczka wisząca później w domu nie jest żadnym trofeum.
„To nie pamiątka, a wstyd”
Jest też legalny sposób, by zdobyć oryginalną tabliczkę z Tatr. Te, które zakończyły już swoją służbę, czasem trafiają na aukcje charytatywne organizowane przez TPN. Na opublikowanych zdjęciach Park pokazał tabliczki, które już zostały wymienione albo wkrótce zostaną zastąpione nowymi.
Komentarze