Co w Górach

Lubisz być na bieżąco z tym co sie dzieje na Podhalu?

Zapisz Nasz Serwis w zakładkach i miej pewność stałego dostępu do rzetelnych informacji z Podhala.

Radny Mróz o „prawie śniegu”: jeden właściciel nie powinien blokować całej trasy

Ziemia nadal byłaby twoja, ale korzystanie z niej mogłoby zostać ograniczone nawet na 30 lat. „Prawo śniegu” ma ułatwić budowę i utrzymanie infrastruktury sportowej, ale uderza w najbardziej drażliwy punkt: gdzie kończy się prawo właściciela, a zaczyna interes większości?

Radny Mróz o „prawie śniegu”: jeden właściciel nie powinien blokować całej trasy
Radny Mróz o „prawie śniegu”: jeden właściciel nie powinien blokować całej trasy. Fot. Ilu

W Zakopanem znów wraca pytanie, które od lat potrafi rozpalić emocje: czy jeden właściciel kawałka ziemi powinien móc zatrzymać całą trasę narciarską albo inną inwestycję sportową? Właśnie wokół tego kręci się dyskusja o tzw. "prawie śniegu"

Podczas wspólnego posiedzenia komisji Rady Miasta Zakopane omawiano projekt, który ma ułatwić rozwój infrastruktury sportowej. Zwolennicy widzą w nim sposób na przełamanie wieloletnich blokad. Z drugiej strony stawką jest jedno z podstawowych praw właściciela - możliwość decydowania o własnej ziemi.

Założenia projektu i argumenty za jego poparciem przedstawił w mediach społecznościowych Tymoteusz Mróz, członek Rady Miasta Zakopane.

Jak relacjonuje samorządowiec, podczas posiedzenia zdania były podzielone. Największe wątpliwości wzbudziło właśnie to, jak daleko można posunąć się w imię rozwoju stoków i infrastruktury sportowej.

Masz 25 procent gruntów? Możesz zostać w mniejszości

Kluczowa liczba to 75 procent. Według przedstawionych założeń najpierw prowadzone byłyby negocjacje z właścicielami. Jeśli zgodę wyraziliby właściciele lub użytkownicy wieczyści co najmniej 75 proc. powierzchni potrzebnych gruntów, możliwe byłoby przejście do kolejnych etapów.

Co ważne, liczyłaby się powierzchnia, a nie liczba właścicieli. Później konieczne byłoby spełnienie wymogów planistycznych i uzyskanie formalnej decyzji gminy.

I tu zaczyna się najbardziej kontrowersyjna część projektu. Właściciel nadal pozostawałby właścicielem swojej ziemi, ale możliwość korzystania z niej mogłaby zostać ograniczona nawet na 30 lat. W zamian miałby otrzymać odszkodowanie oraz coroczne, waloryzowane wynagrodzenie.

Innymi słowy - ziemia nadal byłaby twoja, ale przez trzy dekady niekoniecznie mógłbyś korzystać z niej tak, jak sam chcesz.

Jeden kawałek ziemi kontra interes całego stoku

To właśnie ten konflikt jest sednem "prawa śniegu". Z jednej strony prywatna własność. Z drugiej - sytuacje, w których niewielki fragment gruntu może przesądzić o istnieniu całej trasy.

Tymoteusz Mróz przekonuje, że nowe przepisy mogłyby ukrócić przypadki, gdy właściciel małego skrawka ziemi blokuje całą inwestycję i stawia pozostałym bardzo wysokie warunki finansowe.

Wskazuje przy tym na znikające stoki w Zakopanem i argumentuje, że stawką są nie tylko narty, ale również lokalny biznes, mieszkańcy i charakter miasta.

Choć nazwa „prawo śniegu” sugeruje rozwiązanie stworzone pod narciarstwo, projekt miałby dotyczyć całej infrastruktury sportowej.

Zakopane samo tego prawa nie uchwali

Sprawa budzi emocje, ale decyzja nie zapadnie przy zakopiańskim stole. Chodzi o projekt ustawy rządowej, więc Rada Miasta nie może sama wprowadzić takich przepisów. Może jednak jasno opowiedzieć się po jednej ze stron w formie rezolucji. 

I właśnie tu przebiega najostrzejsza linia sporu, czy prawo jednego właściciela powinno być święte nawet wtedy, gdy jego działka blokuje inwestycję obejmującą znacznie większy teren, czy też w pewnym momencie powinien przeważyć interes większości?

Zobacz Również

Komentarze


Zaloguj sie aby komentować