Weszli na drogę i próbowali zatrzymać wozy. Ostry przebieg protestu na trasie do Morskiego Oka
Protest na drodze do Morskiego Oka wymknął się spod kontroli. Demonstranci mieli siadać na jezdni, blokując przejazd zaprzęgów, a jeden z nich wszedł na wóz, na którym odpoczywały konie. Interweniowała policja.
Protest na drodze do Morskiego Oka nie przebiegał spokojnie. Doszło do próby zablokowania przejazdu zaprzęgów konnych, interweniowała policja, a w jednym z przypadków uczestnik protestu miał wejść na wóz, na którym znajdowały się odpoczywające konie.
Protestujący mieli siadać na jezdni, próbując uniemożliwić przejazd zaprzęgów. Policja usunęła ich z drogi, dzięki czemu ruch mógł być kontynuowany.
Podczas interwencji jeden z uczestników miał zachowywać się agresywnie i odmówić podania danych oraz wylegitymowania się. Funkcjonariusze odprowadzili go z miejsca protestu.
Do kolejnej sytuacji doszło przy stojącym w kolejce wozie. Jeden z przedstawicieli protestujących miał wejść na pojazd w momencie, gdy konie odpoczywały.
Jeden z prominentnych przedstawicieli protestujących wtargnął na wóz stojący w kolejce, w momencie gdy konie odpoczywały. Jego działanie mogło doprowadzić do niekontrolowanego zrywu koni. Wiemy, czym taka sytuacja mogłaby się skończyć. - piszą przedstawiciele Stowarzyszenia Przewoźników do Morskiego Oka
Według przewoźników takie zachowanie mogło doprowadzić do niekontrolowanego zrywu zwierząt. Policja szybko zareagowała i usunęła mężczyznę z wozu.
Przewoźnicy podkreślają, że w przypadku spłoszenia koni sytuacja mogła stać się niebezpieczna. Jednocześnie stanowczo sprzeciwiają się blokowaniu drogi i łamaniu przepisów podczas protestu.
Spór o transport konny do Morskiego Oka trwa. Przewoźnicy przekonują, że protestować można, ale należy robić to w granicach prawa. Ich zdaniem zachowania polegające na blokowaniu przejazdu czy wchodzeniu na wozy z końmi nie mogą być uzasadniane „obroną zwierząt”.
Komentarze