Jedna działka może zatrzymać cały wyciąg. Senat zajmie się zmianą przepisów
Brak zgody jednego właściciela może dziś pokrzyżować plany całej stacji narciarskiej. Senatorowie proponują rozwiązanie, które w określonych sytuacjach pozwoli korzystać z prywatnego gruntu mimo sprzeciwu jego właściciela. W uzasadnieniu projektu pojawiają się Gubałówka, Butorowy Wierch i Maciejowa.
edna działka, jeden właściciel i brak zgody. Dziś tyle może wystarczyć, by zablokować trasę narciarską albo postawić pod znakiem zapytania działanie całej stacji. W Senacie pojawił się projekt, który ma rozwiązać ten problem. W jego uzasadnieniu padają dobrze znane na Podhalu przykłady: Gubałówka, Butorowy Wierch i Maciejowa.
Pierwsze czytanie projektu zaplanowano na 22 września. Zajmą się nim wspólnie cztery senackie komisje: Sportu, Infrastruktury, Ustawodawcza oraz Samorządu Terytorialnego i Administracji Państwowej.
Pomysł jest daleko idący. Prywatne wyciągi, koleje linowe i trasy narciarskie miałyby zostać uznane za cel publiczny. W określonych przypadkach pozwoliłoby to korzystać z prywatnego gruntu nawet wtedy, gdy jego właściciel nie wyrazi na to zgody. Nie chodzi jednak o odebranie mu działki. Nadal pozostawałby jej właścicielem.
Najpierw rozmowy z właścicielem
Droga do takiej decyzji nie byłaby prosta. Inwestor musiałby najpierw spróbować dogadać się z właścicielem gruntu. Dopiero gdy rozmowy nie przyniosłyby rezultatu, możliwe byłoby uruchomienie dalszej procedury.
Do tego potrzebna byłaby zgoda właścicieli lub użytkowników wieczystych mających co najmniej 75 proc. powierzchni nieruchomości potrzebnych dla danej inwestycji. Swoje zdanie musiałaby też wyrazić rada gminy. To ona miałaby ocenić, czy interes publiczny związany z działaniem wyciągu lub trasy jest ważniejszy niż interes właścicieli gruntów objętych ograniczeniem.
Jeżeli wszystkie warunki zostałyby spełnione, wójt, burmistrz albo prezydent miasta mógłby wydać decyzję pozwalającą na korzystanie z nieruchomości. Takie prawo mogłoby obowiązywać maksymalnie przez 30 lat.
Przepisy dotyczyłyby nie tylko nowych inwestycji. Projekt przewiduje możliwość zastosowania ich także wobec już istniejących wyciągów i tras.
Właściciel dostałby pieniądze
Właściciel działki nie miałby zostać z niczym. Za ograniczenie możliwości korzystania z gruntu przysługiwałoby mu odszkodowanie oraz coroczne wynagrodzenie. Jego wysokość miałaby odpowiadać rynkowej wartości czynszu dzierżawnego. Płaciłby inwestor, a nie gmina.
W określonych sytuacjach właściciel mógłby pójść jeszcze dalej i zażądać wykupu nieruchomości. Takie prawo miałby m.in. wtedy, gdy ograniczenie ustanowiono na dłużej niż rok albo gdy przez działającą na jego terenie infrastrukturę nie mógłby już normalnie korzystać ze swojego gruntu.
W tle Gubałówka i Butorowy Wierch
Autorzy projektu nie ukrywają, skąd pomysł na zmianę prawa. W uzasadnieniu piszą o przypadkach, w których brak zgody jednej lub kilku osób doprowadził do zamknięcia trasy. Wymieniają wprost Gubałówkę, Butorowy Wierch i Maciejową. Przekonują też, że podobnych problemów obawiają się właściciele innych stacji narciarskich i samorządy.
Nowe przepisy miałyby objąć koleje linowe, wyciągi narciarskie, trasy zjazdowe i biegowe oraz nartostrady. Dotyczyłyby również infrastruktury potrzebnej do ich funkcjonowania, m.in. dojść i dróg dojazdowych.
Na razie to dopiero projekt. 22 września rozpocznie się jego pierwsze czytanie w senackich komisjach.
Źródło: https://www.senat.gov.pl/gfx/senat/userfiles/_public/k11/dokumenty/druki/700/784.pdf
Komentarze